tCopyright 2010 © by MudDoctors,
all rights reserved
KONTAKT
RADA
O NAS
PRZYJACIELE
GALLERIA
Podsumowując nasze tegoroczne wakacje to wyglada mniej więcej tak:
- 8300 km
- prawie cała Europa objechana
Trasa wiodła mniej więcej tak: Gliwice-Bratysława-Budapeszt-Arad-Petrosani-Ruse-Varna-Riła -Beogradczik a później tranzyt przez Serbie,Chorwację, Słowenię, Włochy tu nocleg na kempingu w Wenecji, pokazaliśmy dzieciom Wenecję, i nawet małym się podobała. Następnie z Wenecji poprzez Lazurowe Wybrzeże na południe Francji w okolice Perpignan.

Bardzo się cieszę z wycieczki po Rumunii i Bułgarii. W Rumunii objechaliśmy Transalpinę i rzeczywiście robi wrażenie nawet pomimo trwających z jednej strony robót drogowych. Widoczny jest wielki potencjał przyrody. Góry są wspaniałe, ich mieszkańcy też super nastawieni do „obcych”. Jednak może po kolei - dojazd przez Słowację i Czechy bez problemów, na Węgrzech dla mnie przyzwyczajonego do autostrad w Niemczech i Francji lekki szok, autostrady są, ale to co na nich się wyprawia to jakaś makabra. Wszyscy jadą jak chcą i gdzie chcą, na odc. 70km było 3 poważne wypadki, co nas nie zdziwiło, najlepsze że w korkach Niemcy, Austriacy pozwalają sobie na taką bezczelność, że nawet do głowy by mi nie przyszło omijania wszystkich pasem awaryjnych a potem wjazd „na chama” i wielkie zdziwienie jak się zatrąbi na jednego czy drugiego. Po tym fantazyjnym dojeździe dotraliśmy w okolice Petrosani, gdzie nad uroczą rzeczką mieliśmy nocleg. Następnego dnia wjechaliśmy na Transalpinę, oraz wybraliśmy jedną z odnóg do późniejszej eksploracji. Obiad na połoninie wszystkim bardzo smakował.
Może teraz o ekipie: pojechaliśmy w 3 auta: 2x Disco II i jeden Tyran. Trudności terenowych nie planowaliśmy normalne szutry itp. w górach. W Rumunii ten scenariusz się sprawdził. Przejechaliśmy jeszcze jedną z odnóg, było trochę adrenaliny, gdyż w górach złapała nas burza i na wąskich odcinkach było ciepło bo szlak rozmiękł ale było fajnie.
Tu słowa uznania dla Selima, który przygotował całą trasę, było ciekawie, terenowo i w ogóle super . Po objechaniu Rumunii skierowaliśmy się do Ruse gdzie jest przejście graniczne z BG. Wcześniej planowaliśmy nocleg, ale znalezienie miejsca do rozbicia się graniczyło z cudem, tereny były mocno podmokłe po powodzi, a i okolica nie zachęcała - wniosek na dziko to można w górach nocować gdzie indziej jest ciężko. Nie chcąc jechać autostradą pojechaliśmy bocznymi drogami i tu szok. Droga II kategorii normalnie widoczna na mapie ok 60km od Bukaresztu nie nadawała się do przejechania autem osobowym, a po deszczu nawet Rumuni Daciami mieliby problem - wyrwy w jezdni po 70cm, do tego w niektórych miejscach błoto i generalnie brak drogi - dla nas super . Poza tym droga zamieniła się w szuter, i w jakimś ostępie leśnym po zmroku minęliśmy jegomościa w spodniach moro ze sztucerem - było mniej wesoło, ominęliśmy pana i pojechali dalej. Na przejściu lekki kant w wykonaniu chyba jeszcze Rumunów płacenie 1 za wszystkich etc. wydawania reszty w innej walucie. Ogólnie jedna z załóg nacięli, ale jakoś dało się przeżyć. W nocy znaleźć nocleg w BG trudno, więc nocowaliśmy na terenie remontowanego kempingu. Rano udaliśmy się do Warny, celem 3 dni odpoczynku nad morzem - mali też musieli coś mieć z wyjazdu. Podczas jazdy czytaliśmy przewodnik Pascala i powiem tak przewodnik sobie, a rzeczywistość sobie. Na długości ponad 50km wybrzeża w okolicach Warny, Złotych Piasków Albeny są DWA kempingi z czego jeden to wczesny „Gierek” a drugi niby cywilizowany, nawet WiFi było, ale np. 2 muszle klozetowe na cały kemping to trochę za mało. Najlepsze jest to że na dziko „teoretycznie” jest zabronione a kempingów nie ma. Bułgaria zaskoczyła mnie „negatywnie” tym że w ogóle nie są przygotowani do turystyki, to że są hotele 4 gwiazdkowe to niestety trochę mało, chyba że liczą na turystów, którzy przylatują samolotem, są odbierani przez hotel, a potem 2 tyg. spędzają tylko i wyłącznie na terenie hotelu. Tylko że wtedy nie widzi się tej prawdziwej Bułgarii. Wszyscy kombinują jak mogą i w mojej opinii starają się naciągać turystę - tym sobie nie zjednają ludzi. W delfinarium zonk gdyż nie można płacić kartą, nie ma problemu można wymienić np. euro w okienku 3 metry dalej po bandyckim kursie, pokaz również pozostawił niedosyt, gdyż skrócono go z przyczyn technicznych, nikt się nie przejął, że za bilety skasowali po europejsku, zaskoczeniem dla mnie jest fakt iż chcą kasę za robienie zdjęć z kościołach, tego jeszcze nie widziałem. Bułgarię widziałem jako dziecko i wiele się zmieniło. Rzuca się w oczy kontrast pomiędzy skrajną biedą i nowobogackimi. Szkoda, że mając fajne wybrzeże nie są w stanie tego wykorzystać . Z Warny pojechaliśmy w góry za zachód i sytuacja zmienia się o 180 stopni. Góry to inny świat. Ludzie są przyjaźnie nastawieni, tereny ładne jest czym się zachwycić. Trasę mieliśmy ułożoną na podstawie tracków z bułgarskiego forum 4x4. Trasy miały mieć poziom trudności medium co już po pierwszych 15km zostało zweryfikowane. Teren zrobił się trochę za trudny jak na 3000km od domu i Atki. Decyzja była szybka jedziemy dalej w dół bo przecież skoro jest widoczna droga zwózkowa to nie ma problemu, ale jednak był - w BG drzewo wożą pod górę, i trzeba niestety było zawracać przez las bo błoto było takie że nie dawało się jechać szlakiem. Jakoś daliśmy radę, ale po wyjeździe okazało się, że oba Disco nie ładują. No i już wiedzieliśmy co robimy następnego dnia. Po noclegu nad śliczną rzeczką udaliśmy się do Sliven gdzie znaleźliśmy warsztat gdzie bez najmniejszych problemów pozbyliśmy się usterek. Adres zakładu to :
i naprawdę jeśli chodzi o problemy z elektryką to chłopaki znają się na rzeczy.
Więcej problemów nie było. Udaliśmy się w kierunku Riły gdzie objechaliśmy malownicze szlaki w Parku, następnie zwiedziliśmy Rilski Monastyr, który jest warty zobaczenia, ale potencjał tego miejsca w ogóle nie jest wykorzystany. Później Beogradczik który mnie przynajmniej zaskoczył wielkością i położeniem. Miejsce z gatunku MUST SEE niedaleko jest jaskinia Magura, która również w ciemno mogę polecić. Ceny wstępu są śmieszne wręcz a miejsca magiczne. Obok jest jezioro ale do kąpieli raczej nie polecam z bliska wygląda jak żur. W Bułgarii dużo trudniej jest znaleźć fajną miejscówkę na nocleg nad malowniczą rzeczką (w porównaniu z Rumunią). W końcu przenocowaliśmy na jakimś polu kilka km od granicy z Serbią. To był nasz ostatni nocleg tu Disco ruszyły w kierunku PL a my poprzez Bałkany na południe Francji. Przejście graniczne pomiędzy BG i Serbia to wspomnienie przeszłości niestety tej najgorszej. Po stronie BG ok, ale po serbskiej masakra celnik, który łaskę robi że pracuje, oczekiwanie koło 40 min żeby coś się zaczęło dziać, poza tym głupio się czuję jak ktoś sam sobie otwiera drzwi, myszkuje po aucie po czym wyciąga czołówkę i pyta co to ?!?!, drugi każe otwierać bagażnik, atmosfera mało pozytywna. Mieliśmy jeszcze przygodę z policją w 30letniej Zastawie i ich super nowoczesnych radarem. Łapali w starym stylu poprzez krzaki, mieliśmy 67kmh podobno na terenie zabudowanym - śliczną angielszczyzną powiedzieli, że chca 5000 dinarów mandatu, uzyskali odp że ich waluty nie posiadam więc zaczęli kombinować że wezmą paszport dadzą kredytowy potem zapłać i wróć do nich. Powiedziałem że może w euro, więc tu rozmowa zaczęła się od 50, ale policja wszędzie taka sama, pogadałem nie udało się uzyskać pouczenia ale skończyło się na 20 euro. Tego dnia zrobiliśmy 1100km i wylądowaliśmy w Wenecji. Po jej szybkim pokazaniu dzieciom następnego ranka pojechaliśmy dalej na południe w kierunku Pirenejów. Jako ciekawostka autostrada w kierunku Lazurowego Wybrzeża Francji ma 123 tunele. Tego dnia również było 1100km i byliśmy w Torreilles Plage - czyli tam gdzie zawsze . i To chyba tyle

Podziękowania nalezą się ekipom z obu Disco gdyż to były naprawdę super spędzone 2 tygodnie, i gdyby nie wzajemne wsparcie to albo klęknęłaby psycha albo auta, albo jedno i drugie, a tak było super wesoło.

Krótko każdemu naszego pokroju tj. nomadom spod znaku 4x4 polecam takie wakacje, ale niestety nie widzę przeciętnego „Kowalskiego z rodzina”, który jedzie do BG wypocząć nad morzem. Mnie który przez ostatnie 20 lat (moje 2/3 życia) jeżdżę do Francji w większą lub mniejsza cywilizację wakacje się podobały, pewnie jeszcze się wybiorę w tamte okolice. Jest to wyzwanie logistyczne mamy dwójkę małych a oni czasem wymagają, ale warto.
I jeszcze kwestia techniczno-samochodowa oraz wnioski po wyprawie:
-Auto nasz Tyran się sprawdziło, żadnych awarii z wyjątkiem jednego kapcia nie było.
-Zabudowa również zdała egzamin, wygoda jest niezmierna przy krótkich postojach na jedzenie etc.
-Lodówka sprężarkowa WAECO CDF 35 również daje radę i rzeczywiście zgadzam się z Igorem, który kiedyś mi napisał że chłodzą tylko sprężarkowe
-wyciągarka nawet na turystyczne wyjazdy się przydaje (daje komfort psychiczny, choć swoją raz użyłem)
-AT niby wystarcza, ale jak przekonaliśmy się trasa Medium jedna drugiej nie równa
-jak jest cokolwiek pomotane (u mnie to były słupki do tarpa) to się zepsuje - jeden padł
-upoważnienia na Nissana w BG nikt nie sprawdzał miałem notarialne, przetłumaczone na angielski i bułgarski, odnoszę wrażenie że PZMOT trochę demonizuje chcąc zarobić na kwitach
-prysznic turystyczny z decathlonu jest dużo lepszy niż ten z allegro za 25 zł
-Garmin z mapą BGOffroad 4.x jest dużo lepszy od Igo 8 a aktualnymi mapami
-z małymi dziećmi da się pojechać w skrajną cywilizację
                                                                                                                                                                                                                 Tekst i foto:  GRZEŚ