tCopyright 2010 © by MudDoctors,
all rights reserved
KONTAKT
RADA
O NAS
PRZYJACIELE
GALLERIA
11 marca 2011r wieczorem powitaliśmy dwie załogi w gorącej atmosferze "Kaliforni" aby za niedługo w jeszcze gorętszej zasiąść w Bagatelce do późnych godzin nocnych. Rozmowom nie było końca - wspomnienia dotychczasowych imprez, analiza aktualnej sytuacji pogodowej i hydrologicznej, analiza przygotowania sprzętu i podział na klasy dojazdową i extreme co wkrótce okazało się jak najbardziej zasadne. Niestety tego wieczoru okazało się że nie będziemy mogli spotkać się w komplecie gdyż jednego z naszych Przyjaciół zatrzymały ważne sprawy - do dziś trzymamy kciuki za ich pomyślne rozwiązanie.
Ranek następnego dnia przywitał nas piękną słoneczną pogodą. Kolumną czterech samochodów wyruszyliśmy w teren. Zaraz po opuszczeniu "czarnego" szybko okazało się jak wiele wody na nas czeka, miejscami jeszcze zamarzniętej. Niedługo stało się jasne, że dojazdówka jest nie lada wyzwaniem, stopniem trudności zdecydowanie odpowiadającym turystykowi wymagającemu - w ruch poszły pierwsze wyciągarki. Chrzest bojowy na pierwszej linii frontu przeszedł wspaniale przygotowany Rangier kolegi Pawła. Dojazd do właściwego miejsca kaźni zajął wystarczająco dużo czasu aby pomyśleć o ciepłym posiłku. Stąd część załóg zajęła się rozpaleniem ogniska i pieczeniem kiełbasek. Do dyspozycji była również ciepła herbata i kawa. W tym czasie z zielem podjęliśmy atak na główne danie dzisiejszego dnia i rozpoczęła się prawdziwa walka w terenie. Nieocenioną pomoc i wsparcie dla "żółtej" niosła załoga Wojtków Frontierą. Trasa wymagająca techniki, myślenia i przede wszystkim sprawnej wyciągarki. Wszelkie inne techniki siłowe nie były skuteczne ;-) Ciężki teren niewątpliwie uczy pokory. Zmuszeni byliśmy do odwrotu, a ten był równie trudny i naszpikowany pułapkami. Tak więc pętla pozostała nie zdobyta i konia z rzędem temu który ją zdobędzie. W nagrodę czekały upieczone już gorące kiełbaski. Jakież było nasze zdziwienie gdy zobaczyliśmy że w ostatniej chwili dołączył do nas Wilki. Rano zgłaszał z trasy kłopoty techniczne, które praktycznie uniemożliwiały dotarcie do celu. Determinacja kolegi wywołała podziw wśród wszystkich załóg i jest godna naśladowania. Już wkrótce jego Patrol rzucił się do walki niczym głodny lew atakujący młodą łanię... zgadnijcie kto wygrał ten pojedynek? Ale samo przybycie na imprezę było zwycięstwem samym w sobie. W tym miejscu również słowa uznania dla Jarka i jego seryjnej Vitary - przejechanie samej dojazdówki to nie lada wyczyn. "Chwila" integracji przy ognisku i nawet nie wiemy kiedy słoneczko schowało się za horyzont. Czas powrotu do bazy, przywrócenia się do stanu umożliwiającego wyjście naprzeciw cywilizacji, odpoczynku dla maszyn i nasiadówka w Bagatelce, miejscu z charakterem, w którym sam po raz pierwszy miałem okazję gościć. Kulinarna rozkosz dla podniebienia - szynka tak upieczona, że rozpływała się w ustach, można ją było jeść samą bez końca, żeberka z dzika, sałatki, rosół z dziczyzny i wiele innych dań. Kuchnia Pana Roberta tak nam zasmakowała, że chcemy Go zabrać na Lasy Janowskie - kto nie mógł być na Mielec Extreme 2011 nawet nie wie co stracił kulinarnie. Integracja trwała do późnych godzin nocnych.
Rano znów przywitała nas piękna słoneczna pogoda. Padło nawet pytanie: jak wy to robicie że zawsze w Mielcu na imprezę macie tak wspaniałą pogodę?  Niech to pozostanie tajemnicą poliszynela ;-) Nasi drodzy Muddoctors, Mielec zawsze stoi dla WAS otworem, zapraszamy na kolejne edycje. Dziękujemy wszystkim za przybycie i wspaniałą zabawę. Do zobaczenia wkrótce !!!